W czerwień maków
 w biel jaśminów
w błękit chabrów i w kąkole

może
w morze żyta wolę

 w morski piasek
 w blask bursztynu
na truskawki na poziomki
 z krzaka
w stokrotki w mlecze w łąki
na bosaka
z warkoczem rozczesanym
z rozpiętym na ustach uśmiechem
nocy moja
grająca echem
tyś najpiękniejsza bo czerwcowa
 najjaśniejsza księżycowa
najdłuższe dni w roku
jaśminowe
pełne uroku
 liczę kuknięcia w lesie
 ochrypła kukułka
co wróży…co przyniesie

dzisiaj żadnych ważkich spraw
łąka rzeka albo staw…

a Ty mnie odnajdziesz…

 

Spowiadam się światu
z mojej bezwstydności
z brzemiennych beztęsknot
swoich naiwności
z myśli frezowanych wspomnieniem bezdechu
z ust co grzeszą słowem
z płaczu i ze śmiechu
z zauroczeń tsunami biegnących w próżności
z tańca przybranego w suknię z niewinności
spowiadam się łące
 przybranej kwiatami
z błądzenia po nocy usianej gwiazdami
spowiadam się gwiazdom
z pokus dzikich ciała
a ja bym świetlistą gwiazdeczkę wybrała
na widocznym miejscu
wpięła ją we włosy
a Ty mnie odnajdziesz pośród czerni nocy
Boże…
niech rozum dla myśli nie będzie więzieniem
 spowiedź to wywóz rupieci
duszy oczyszczenie…