Limonkowe uśmiechy

 Zazieleniło się wszędzie

nawet zielono mam w głowie

wiosna zawitała już wszędzie

myśli mam też limonkowe

szmaragdowy świat radosny

w groszkowe marzenia obdarza

wplata kolory wiosny

do gry w zielone zaprasza

piętrzą myśli groszkowe

w trawiaste wplatają marzenia

w zapachach słowa znajome

zapisane w szmaragdowych wspomnieniach

deszczem skropione listki

oczy otwarte w blask słońca

po co umartwiać się wszystkim

 w uśmiech obrośnij !

wszak to pora radosna…

gąszcz wspomnień

 Wciąż gąszcz wspomnień horyzont przesłania
sądziłam wtedy, że można do tych chwil i po latach wrócić
w każdym miejscu i każdym czasie taką myśl jednak
trzeba odrzucić...nie powróci już raj utracony
dokąd zatem człowieku zmierzasz
wciąż szaleństwem swoim goniony
jakie lądy jeszcze odkryć zamierzasz?
swoje blogi?...strony...?
chyba ta fastryga miejscami się pruje
to co w koło widzę jakoś nie pasuje...
nie piszę
A BYWAM... jak złodziej  się przez życie skradam
tak cicho... że na okrągło gadam
że nic już nie mam do oclenia...
przemycam tylko swoje marzenia...
13/12/2024...zima króluje w palecie malarza
rysunek maluje datą z kalendarza...

Bujne włosy traw

 Bujne włosy traw
czesze
kwietniowy wiatr
 żółte spinki wpina
niesforną grzywkę przycina

kosiarka
strzępi ząbkami
strzyże
jak wytworny fryzjer
lotionem
umacnia kształty
lakier bezbarwny

szalone
włosy na wietrze
takie niesforne
co po policzkach smerają ciągle
oczy
przecież wchodzić nie mogą
wtedy je spinam

w koński ogon…

Lubię wiersze.

 

Lubię wiersze. Dziękuję za komentarze, opinie, uwagi i sugestie. Pamiętaj „że podmiot liryczny, czyli peel, nie jest autorem. W świecie literackim nie utożsamia się autora z osobą mówiącą w wierszu, o czym zapominają nie tylko poeci, ale i komentatorzy”, „Stworzone nie jest identyczne z twórcą. Jasne, że jego część jest w dziele. Cząstka, nie on cały.”

uważaj bo się pomylisz!

 

dziś
prima aprilis
uważaj
bo się pomylisz!


wolne żarty
małe kłamstwa
wszelkie dowcipy
okropne cygaństwa
 
ktoś mi zakleił myszkę od spodu 
do kawy wrzucił trzy kostki lodu
na neta stop 
nie miałam wejścia
same problemy 
uwierzyć w szczęścia

wykręcił kor
ki 
nie było światła
winda stanęła 
tu twarz mi zbladła
lodówka stoi drzwiami do ściany
coś tu wciąż pryska
zakręcić krany 

tak ciepła woda na spacer wyszła
 z półki gdzieś zniknął 
największy przysmak
od samego rana jakieś wariacje
w zwitku zaproszenie 
na wieczorną libację
 
 grunt się łamie pod myślami ciężkimi
on ona kłamie prawdami ważnymi 
w sercu wzrasta ciekawość
intryga osacza przenika
 
wierzyć nie wierzyć
serce szybko tyka
 
deszczowy dzień głośno kropelkami kłamie
przeciska perełkami półprawdy w zabawie
 
nawet zegar obudził godzinę wcześniej
wychodzę 
nie wracam
chcecie wierzcie 
nie wierzcie
 
zostawiam Ci list podpisany inicjałami
pod zbyt długą zawartością z amorami
w piękno pustej kartki 
wplatam słowo
zmailowałam to i owo
składnie gładko dowcipem się bawię
na skróty za skrótem jak w telegramie
 
żart goni za żartem żartem dzień bucha
dobrze się dziś czuje Kozucha Kłamczucha
co myśli kudłaci
 
i adwokaci…

Cisza

 

milczącej ciszy zaklęte kręgi

w uszach dzwoni do entej potęgi

ucichły przyjaźni posuwiste kroki

 w rozwlekłym kondukcie niosą słów

zwłoki

całą noc, za taki szmal?

 

 

Grajku przydrożny

co smyczkiem pomykasz to w górę to w dół

 rozwieszasz tęsknoty w sopranowym głosie

swe oczęta przymykasz rzęsami na wpół

łaskocząc struny gdy je smerasz włosiem

wirtuozie ulicy

co wydobywasz dźwięki ze strun i z serc

drgań lśniących srebrem mżących złotem

żywicą bursztynu się sypią by po nich biec

tam wysoko do chmur i wracać s powrotem

grajże artysto graj

brzegi łez tęsknoty nutami porozwieszaj

dźwiękami cichszymi niż błogostanu lęk 

lekkością piór utęsknioną duszę pocieszaj

wyrywając skrzypicom tkliwością swój jęk

 graj mi mój skrzypku graj

brzmieniem opowiadaj o uczuciach i radości

o zakątkach  uroczych zwanych ziemski raj

gdzie nie ma biedy smutku i nie ma zazdrości…

***

„Ile pan dostaje, panie grajek
i całą noc, za taki szmal?”

co plącze serca

 

W chochlikach myśli

w złotych skierkach

w poświacie nocy w brzasku dnia

wyryta radość  na papierkach

co linią melodyczną gna

w palcach drżeniu

w zmarszczkach fal

w odwrocie czasu w żądzy słowa

niech Ci nie będzie nigdy żal

co plącze serca

serca dwa…i serc mowa…

Alina

 Tak to jest z tymi myślami
bije się z nimi na wnioski i racje
przegrywam ze struną szarpaną
stoczyły się w przepaść ambicje
kolejna jesień zza okna smera
tylko nadzieja jak bumerang...

Wena ?

 


Minęłam ją

widziałam jak szła

nie zwróciła na mnie większej uwagi

nawet przyspieszyła kroku

wsiadła w samochód byle jaki

nawet mi nie powiedziała do widzenia

a niby przyjaciółką była

moja Wena

a wierność mi przyrzekała

że nie opuści mnie nigdy

w smutku i radości

zawsze mnie ugości

że zawsze razem

w dni deszczowe i słoneczne

że tylko z Nią będzie bajecznie

ale odjechała

opuściła

i Jej nie ma

więc daję ogłoszenie

może kto widział moją przyjaciółkę

Wenę

niech ją tu zaraz przyprowadzi

na krześle posadzi

a ja z Nią porozmawiam

bo być przyjacielem to wielka sprawa

przecie wiesz że bez Niej jak bez ręki

i jak mam układać nowe piosenki

nagle prysły

najlepsze pomysły

jak ją poznać chyba wiecie

poinformujcie

gdy odnajdziecie…


złapałam zajączysko…ale nie przytuliłam…

 Wyrwana z serca Czarownicy 

melodia pomaga…

chociaż dzisiaj byłam łamaga…

bo ślisko…

 i złapałam zajączysko                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          

ale nie przytuliłam

był sprytniejszy

mimo…że mniejszy:)


 

czko…z Tikiem…

  Oczko z okiem się spotkało
tak nierówno tak mrugało
z przymrużeniem
jakiś zez
co jest prawdą
czy już wiesz

a ja nie wiem

chcąc je spotkać po raz drugi
się zacięło
na czas długi
jakby tego było mało
też w rajstopach tak leciało
i w pierścionku
z pawim  oczkiem
świeci
pływa
w oczku wodnym

ryba w sieci
w talii kart
oczek tyle

jakiś żart
zwyczaje
kolej moja

 ja rozdaje
hebanowa dama z królem
jeszcze z Tikiem oczek siedem
gra z waletem
oczko w górę

 jest
21
 
może lepiej układać Pasjanse
i nie rzucać życiem o stół

machniom ?
wygrana pół na pół…?

minus dwanaście

 

Chodnik przykryty białym dywanem

myśli jak drzewa zamarzły w bezruchu

minus dwanaście o szóstej nad ranem

chrzęst pod nogami melodyjnie w uchu

niesamowicie piękny zimowy poranek

dzisiaj tyle białego puchu napadało…

stoję w miejscu co zwie się przystanek

ileż ciekawych ludzi wsiadło wysiadało

wiatr mroźną myślą gna przez miasto

od czubka głowy aż po same pięty

by cieplej było… układam je ciasno

na światłach życia prostuję zakręty

darmowe podmiejskie to nie fantazja

iskrząca szadź zawieszona na płotach

stuknąć w klawisze doskonała okazja

przypomnieć o upadkach i wzlotach…

365 dni

 

Brawurowym krokiem wszedł

przywitał się buziakiem

Rozsiadł się na tronie wnet

26

jego znakiem

niezrozumiale do ucha szepnął coś

czyżby nowe pomysły zamiary plany

oby miał ambitniejsze

ten Nowy Ktoś

za najlepszy był uznany…

wtedy pukaj do moich drzwi

i dostarczaj energii na 365 dni…

Niech dzisiaj roztańczą się serca

 

Niech dzisiaj roztańczą się serca

i płyną falami Dunaju

niech dusza nie skopi dziś miejsca

noworoczne życzenia w zwyczaju

Niech uśmiech na ustach zdwojony

w serpentyny się wplącze

niech głos ożywi melodyjne tony

i uruchomi telełącze

Niech nie braknie Ci animuszu

niech szampan nabierze  mocy

zabłyśnie

magiczna

bez retuszu

w objęciach sylwestrowej  nocy…

 

zaczynam odliczać…

dziesięć…dziewięć…dwa…


tu buziaki…

po falbany koral jędrny…

 

wyszłam

nocą ciemną jak atrament 

po kolczyki złotych planet

po gwiazdeczki

na sukienki

co wpadały wprost do ręki

po cekiny te błyszczące

w chuście nieba się iskrzące

po orbicie szłam daleko

po księżyca łuny echo

po trzewiczki atłasowe

po chmur gęstych warstw koronę

po komety warkocz świetlny

po falbany koral jędrny

po ranną rosę o świcie

po nici nocne

co szyją życiem

uszyję

ubiorę

przejrzę się w lustra wodzie

ooo?

 ulegam współczesnej modzie…

głami kłująca…żywicą pachnąca

 

Może masz trochę czasu
i przyniesiesz mi z lasu

choinkę

taką żywą pachnącą
jak brodą 

szpilkami kolącą

a na każdej szpileczce
zawieś Twojego zapachu więcej i więcej
na choinki szczycie
umieść cieplutkie uczucie
i zaczarowane słowa porozwieszaj
śniegowe gwiazdeczki tu
i tam poumieszczaj

zamiast bombek
miłości srebrne drżące perełki
księżyc nadziei niech będzie ogromny

wielki

na dolnej zielonej gałązce
przypnij
swoje serduszko płonące
drzewko niech będzie przyozdobione

złotymi gwiazdkami z nieba

takiej choinki mi właśnie potrzeba…

świerk niech otuli wiatrem grana kolęda
wtedy będą najprawdziwsze

Święta…

Świąteczny nastrój

 Świąteczny nastrój ze snu się zbudził
dotyka wsie miasta sklepy

i serca ludzi
gdy zmierzch zapada a niebo szarzeje
lampkami oświetlone parkowe aleje
a spacer nimi to sama przyjemność
czas przedświąteczny
to taka odmienność
w zakupach
w upominkach
w myśleniu

każdy rozmawia o bliskim narodzeniu
mienią się smukłe świerki zielenią aksamitów
dzwonki bombki łańcuchy
przeróżnych kolorów
świąteczną atmosferę garściami się znosi
biednemu daję na szczęście
srebrnozłoty grosik
niech porządki świąteczne nikogo nie złoszczą
przytulnie tak będzie spotkać się z miłością…


Rozsiadła się

 

Tak cicho rozsiadła się lampa na blacie

mrugając duma 

w niebieskiej poświacie

czy zima pobiegnie wiosennymi ścieżkami

czy powieje chmurką i rzuci śnieżkami

czy się z wiosną witać będzie świątecznie

jakim obrusem przykryje ostatecznie

 igły zielone oblecze w  łańcuchów ogony

ustami wymówi niech będzie spełniony

nie jest osamotniona w swym rozmyślaniu

towarzyszę jej pakując kosz liści 

ku wysłaniu

by radości nie było końca

 

dialog

 

- Kurczak kurka?...znów te piórka...ale najlepsza poducha puchowa...taka właśnie domowa:)
jak zwykle nie masz czasu...kurko....
- Bo kurka jest pracowita...myśli zbiera...ziarnka chwyta i też przeplata...tak w środku upalnego lata...
- A kurczakowi ziarenek nie sypią...bo wypatruje hebanowych ....ślipiąt....
- O kurczę...czyżby bardzo głody kurczak?:) heba nowych ślipiów masz tu dookoła...jedz do woli...ile zdołasz:))) i ode mnie masz ziarenko*
- Oj oj kurka przyniosła Kurczakowi ziarenko...a sam...a...a głodna, bo literki w karmieniu pozjadała:-))))

Śmiech to zdrowie...kto to powie...

spójrz do lustra...krzywe usta...

i tak sobie powiem skrycie...

uśmiech w lustrze twoim życiem...

Tyle chwil ciepłych

 Scenariusz bogaty

wyposażony we wspomnienia

i kwiaty

w dłoni uściski

daleki świat

a dla mnie serdeczny

i taki bliski 

 

 

 

 

  

z początkiem jesieni…bądź…

 

Jesień w kolorach wesoła

  liście czerwone jak miłość

  dojrzała

  upragniona

  popielate  kolory  chmur na niebie

a ja szukam Ciebie

  ubrałam Cię we wzory

jesienne kolory

bursztynowe liście

 i listy tak uroczyście piszę

do Ciebie

tak  ponadczasowo

tak myślę o Tobie kolorowo

jesienny mój panie

gdzież słowa jak skarby

            w uśmiechach dalekich z płochliwością sarny

            w miarowym lekkim oddechu – uniesieniu

            pomalowanym wzorem – roztargnieniu

  szukam Ciebie w listowiu

  szukam Ciebie w jesieni

  w bezmiarze zapachów

  w płatkach jesiennych kwiatów

  babiego lata nić ciągnie w stronę świata

  Twoich ust

 oczu…

  szukam w blasku ostatnich dni lata

gdzie się ukryłeś

zagrzebałeś

przecież z początkiem jesieni

tu przyjść musiałeś…

nick

 nikt…

liście jak listy

  Czytam listy
w kształcie serc

                                           liście
by po nich biec

kolorami brązu i żółci oczywiście
że mgliście
że jesień pełną gębą donosisz
by wichury nie łamały prosisz

 każdy list inny kolor przybiera
w czerwieni są ukryte marzenia
 złocieniem się śmiejesz

                                kolorem
zielonym wiara 

w kropelkach mgły

                      bursztynowym  wzorem

 jesienna nostalgia choć pasma miodowe 
w dżdżystej zadumie

                                    uniesienia nowe
                                                                                                                                                 
z wiatrem unoszą się w górę to w dół
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      tu słowo rozerwane

                                a tu tylko pół 

w domysłach drżąc słowa szeleszczą

oczy moje pieszczą słowem
przemijanie

prosząc o jeszcze jeden taniec...

Jesień

 

Jak nie kochać jesieni
jej lata babiego
liści z wiatrem
tańczących
w rytm deszczu drobnego

jak nie kochać kolorów
purpurowych
żółtych i złotych
porannej mgły co tuli serca
w ramionach tęsknoty

jak nie kochać szarugi
zatroskanej deszczem
i bieli chryzantem
i tych
co piszą wiersze…?

Czuje...że się buntuje

 No kto mi iść dziś każe
do fryzjera
 by  włosy skrócić do skóry niemal
wpiąć dwa kolczyki w lewe kolano
i uspakajać rejwach za ścianą
śmieci wyrzucić
okna otwierać
zamykać drzwi
no kto mi to każe

Ty?
może Ty?

a kiedy braknie dokupić chleba
w biedzie wyciągać ręce do nieba
dmuchać na wrzątek

witam
powiedzieć tak na początek
chuchać na zimne
buty zakładać
z drugim człowiekiem życie układać
dzielić na dwoje
no i po łapach brać jak za swoje


ciągle powtarzać że kocham szczerze
czy udowadniać wierzę nie wierzę
grzecznie wyrażać się też przy dziecku
poranną kawę pić po turecku
rozsądnie biegać za letnią modą
nie opowiadać kawałów z brodą
jeździć na oklep na białym koniu
nie pić gorzały
palić tytoniu
nie grać w pokera
czy pić zimnego
no kto mi każe

kto i dlaczego?

Promieniem

 

Kilka pociągnięć promieniem słonecznym
namaluję realnie Twój obraz bajeczny
zwiewne barwy Ci nanoszę
smyram muskam
tęczą po nosie
zaokrąglam łuki brwiowe
czernią diamentu dotykam

gotowe

nagłymi smagnięciami rozrzucam dwie gwiazdy
to Twoje oczy
dostrzeże je każdy

dodaję wody krynicznej
przejrzeć się można
udały mi się
śliczne

a teraz parasol rzęs
co faluje wachlarzem
każde mrugnięcie
dyryguje malarzem
więc
makowym płatkiem maluję Twe usta
dodam blasku księżyca
szczyptę aromatu dojrzałych czereśni

uśmiechem rozweselam
niech gości
niech pieści…

we włosy wplatam
zapach upalnego lata
woń rozpylonych ziół i siana
pachnie łąka włosów
kwiatami przybrana

tu rozrzucę migających gwiazd całe niebo
utrwalę
spryskam deszczem

wspaniale

jeszcze
delikatnie ożywię kontury
teraz powieszę w pokoju…

tylko nie wiem…w którym ?

 

Spadam

z bolesnym hukiem na płaszczyznę

połamanej rzeczywistości

lewitując w niemożności 

złudnych marzeń, staczam się

w przepaść bez dna

bo poczerniałe myśli

odebrały mi wolę walki…

W karłowatą noc

umysł przykryłam baldachimem rzęs

połykając rząd literek

zamieniając je w milczenie

zagłuszające oddech…

Odgarniasz włosy z mojej twarzy?…

 

 

 

Myśl





Czasami myśl staje się modlitwą, 

westchnienie - wspomnieniem...

Dla tych, 

o których nie pamiętam, 

za tych, 

o których nie wiem.

Nutką złotą

 


Jestem wielką ciszą…która trwa dookoła

dźwięcznym głosem…który szeptem krzyczy i woła

szeptem…

który wplatał się w Twoje myśli

i słowem ciepłym…które dziś Ci się przyśni

oddechem…

który czujesz blisko ucha

pisanym wyrazem…

który czytasz i słuchasz

oczami…

które biegną za Tobą spojrzeniem

muzyką…

której  nie odpowiadasz milczeniem

tęsknotą

co do Ciebie biegnie nutką złotą 

Twoim sumieniem

jestem…

 a może mnie nie ma…

tak dusza śpiewa

śpiewa

czułości...z kopruchem



 uczepił się i bzyczy niemiłosiernie

prawdziwą miłość okazuje

tu ukłuje

tam ukłuje

 blisko twarzy blisko ucha

 siadł na szyi ten psiajucha

ja Go prądem

ja Go sprajem

a on siadł na ustach

 czułości wyznaje

 tu malinka

  tu maaalinka

swędzi piecze

krzywa mina

może Go na litość wezmę czułymi słowami

Kopryszku kochany

nie kłuj mnie więcej

bo boli i szkodzi na serce

pomysłowa dyskretna bariera

z muślinu delikatna moskitiera

Kopruch

niby to takie małe niby takie nic

a cała czerwona nie tylko żyć

czy jest rada na Koprucha

gdy moich próśb nie słucha....