minus dwanaście

 

Chodnik przykryty białym dywanem

myśli jak drzewa zamarzły w bezruchu

minus dwanaście o szóstej nad ranem

chrzęst pod nogami melodyjnie w uchu

niesamowicie piękny zimowy poranek

dzisiaj tyle białego puchu napadało…

stoję w miejscu co zwie się przystanek

ileż ciekawych ludzi wsiadło wysiadało

wiatr mroźną myślą gna przez miasto

od czubka głowy aż po same pięty

by cieplej było… układam je ciasno

na światłach życia prostuję zakręty

darmowe podmiejskie to nie fantazja

iskrząca szadź zawieszona na płotach

stuknąć w klawisze doskonała okazja

przypomnieć o upadkach i wzlotach…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz