myśli w kubeł…usta w supeł….

 Nasiąkanie żartem wytrąca powagę
z powagą odchodzi wiarygodność
jęzorem wrzucone słowa na wagę
w nieograniczoną żartów płodność

co na języku ciąży
ze śliną spłynie
czy z buntem spadnie w geście veta
w kompleksy wpadnie
ubieli w młynie
zawiśnie w próżni
zuchwała podnieta

o wystający język potknąć się można
są kolczyki
na  języki
najpierw grzechocze a potem kąsa
wpiąć kolczyki
spiąć języki
myśli w kubeł
usta w supeł

do wora co ślina na język
szczelnie płotem zębów
by nie łopatą
klaskanie w mlask
fizyk w ryzyk
niedorzecznie przez całe lato

językiem powoli filetuję czereśnie
twarde krągłości między palce
na żart
na powagę
czy czas czy za wcześnie

pstryk w oko…! kląsknęło walcem…

BURZA

 

Burzowe chmury

horyzont zygzakami

napina myśli…

za błyskiem błyska

grzmot za grzmotem wielki huk

boję się brak nóg…

 trzaska o szyby

lipcowy mróz w granulkach

jak  w serce kulka…

Muzyka

 

Muzyka mnie ogarnia

 jak morze

i wiedzie ku mojej przystani

wśród  nocnych gwiazd korali

z drobniuteńkich opali 

pod stropem mgły aksamitu

 Twojego dotyku

pędzi pełne uczuć przestworze

na pełne morze 

 i tnę taflę wody równinę

rozpinam żagiel i płynę

 włosy na bok wiatrem odrzucone

 niby płótno żaglowe

a potem

 na grzbiety fal się wdzieram

usta otwieram

 a noc perłową zasłonę

rzuca na moją głowę

i czuję jak płynę do portu a na kursie

  namiętnie granie strun w moim pulsie

takt w takt

to przychylny wiatr…

muzykę serca okrętu

wśród radości odmętów 

kropelki wody i słońce

wtórują radośnie 

kołyszą

cudowną ciszą

a ta cisza na morzu pustym

 jest mej radości lustrem…

odbicie…

od brzegu…

do Ciebie płynę człowieku…