Andrzejki

 



Wszyscy co roku wróżą 

w Andrzejki

a ja na co dzień i bez kolejki

 

wróżę z kapeluszy 

z dymu papierosów

z resztek śniadania  ze ścinków włosów

także z kropek 

plam 

piegów 

pryszczy 

z mruczenia kota ależ oczywiście

z łopotu skrzydeł 

łez niemowlaka

z wycia szakli 

ze śpiewu ptaka

z piania koguta 

z gdakania kur 

z oparów rosy i z zarysów gór...

ze zgrzytu zębami i uśmiechu warg

z przytupu nogami - to wyroczni targ

z wróżb obraz przyszłości się wyłania

dwie chwile szczęścia są do pobrania...

 

nie wróże z ręki i nie wróżę z kart

wosku też nie leję

 - to żart nie żart ?

Pamiętam...wśród chryzantem schylam głowę

 jesteście tam gdzie wszyscy święci
żyjecie w moim sercu
i w mojej pamięci

wśród chryzantem schylam głowę
światło uderza
krok po kroku we wspomnieniach


płomienne znicze

strofy pacierza
refleksja nad dzisiaj
bo jutro niepewne
brama Piotrowa zawsze otwarta
pośród lampionów myśl płynie rzewnie
głowa w zadumie na rękach wsparta

warg drżenie
łza z oka
dłońmi twarz zakryta
jak tam jest
po tej drugiej stronie ?
pytam

maski w teatrze życia - coś do ukrycia

 

gdy usłyszę parę nut, takich, co biorą mnie we władanie

grają na fortepianie

od środka, powoli, sekunda po sekundzie, nadchodzi mnie jakaś żądza,

nieznana całkiem, by znaleźć się w miejscu innym, jeszcze nie odwiedzanym i zmienić postać,

zmienić siebie, na coś całkiem innego...

jakaś tęsknota za czymś innym... to zdarza się dość często i nie umiem tego przewidzieć.

Czasem to muzyka, którą dobrze znam i lubię jej słuchać...

ale ten dźwięk,

taki elektryzujący,

przechodzi obok w czapce niewidce,

nie zauważony przeze mnie i nadchodzi kolejny raz,

czuję wypływające z wnętrza podniecenie, czuję kwintesencję kobiecości, w każdym nawet najdrobniejszym elemencie, czuję w sobie seksualność, potencjał zmian... wtedy nawet najwyższy szczyt jest u moich oczu, moje stopy stąpają po najgłębszym oceanie... czuję się, jakbym była wszędzie w czasoprzestrzeni, jakbym szybowała nad... wszechświatem.

Jest we mnie jakaś przewrotność,

dwoistość,

łagodność

panna mężatka

kobieta po przejściach

w oczekiwaniu,

przy nadziei,

kobieta-calineczka,

kobieta-wulkan,

kobieta-motyl,

kobieta-smok,

kobieta-wiosna...

czasem pałam żądzą,

kiedy indziej obojętna,

to ja,

ni Anna ni Maria, co smutną ma twarz i roześmiane oczy.

W zieleń liści




Podlewam pozytywnymi myślami
zielonością w różnych odcieniach
okraszam słonecznymi kąpielami
niech zdobi 
niech oddech zmienia...

 

Podwórko

 






Mam posprzątać podwórko jesienne

spalić starocia na popiół w ognisku

 stoły rozciągnąć przy firanie okiennej

i dostawić ławy by się siedziało blisko

bardzo blisko?

odjąć nieznaczące szczegóły

drobne koraliki

śladów strzępki

obrazy w ramach

oderwane guziki

omieść pajęczyny osiadłe we wspomnieniach

    powymiatać i zachować sterylność spojrzenia?

myszką wycieram rok po roku

 sprzątam

parkiet kartek z pamiętnika poleruję

i na Twoje i swoje teksty spoglądam

heba zostanę po godzinach...tak czuję...

Paluchy lizać

 

Drodzy Panowie i drogie Panie

ten świąteczny sernik zawsze się udaje

ciasto na spód

1/2 -3/4 cukru

2 szklanki mąki

1/2 margaryny

2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 jajka

zagnieść...wstawić do lodówki

ser

1,2 kg sera białego zmielonego

4 żółtka

2 szklanki mleka

2 białe budynie

2 torebki cukru waniliowego

1/2 - 3/4 szklanki cukru

0/5 szklanki oleju

zmiksować żółtka z cukrem

dodać ser budyń mleko i pozostałe składniki

zmiksować

ciastem wyłożyć spód blachy

wylać ser

 dodać rodzynki

nie przejmuj się, że będzie zbyt rzadkie

piec 45 min

galaretka na wierzch

i paluchy lizać

jest puszysty i wilgotny

polecam:)

11 Listopad

 

Moja Ojczyzno

 
Polsko

rozwijaj się pięknie
myśl o nas z troską

 rośnij w siłę

dziel sprawiedliwie

Jesienne tango

 

listopad
liść opadł
spadając wirował dostojnie
i padał z uśmiechem
podwajał  się echem
tanecznie Cię liściu uwiodę
 
liść spadał
  cofał się
to wkradał
bał się podfrunąć do ręki
więc ujęłam za dłonie
i w szerokim ukłonie
 to tango białe w Andrzejki
 
liść zadrżał
trochę
się  uskarżał
że nogi że takt że muzyka
ale zdecydował 
po sali  kołował
kapela grała na smykach
 
melodyjnie szepnę
andrzejkowe 
takie jedne
smugę palców zostawię na ustach
zapamiętasz ten zapach
kiedy w samym środku lata
 w serc komorach zapełni się pustka
 
z wiatrem liść
tańczy i dziś 
 pląsają po sali rytmicznie
w objęciach do rana
 rozpoznać mam pana
 w masce panu prześlicznie…