maski w teatrze życia - coś do ukrycia

 

gdy usłyszę parę nut, takich, co biorą mnie we władanie

grają na fortepianie

od środka, powoli, sekunda po sekundzie, nadchodzi mnie jakaś żądza,

nieznana całkiem, by znaleźć się w miejscu innym, jeszcze nie odwiedzanym i zmienić postać,

zmienić siebie, na coś całkiem innego...

jakaś tęsknota za czymś innym... to zdarza się dość często i nie umiem tego przewidzieć.

Czasem to muzyka, którą dobrze znam i lubię jej słuchać...

ale ten dźwięk,

taki elektryzujący,

przechodzi obok w czapce niewidce,

nie zauważony przeze mnie i nadchodzi kolejny raz,

czuję wypływające z wnętrza podniecenie, czuję kwintesencję kobiecości, w każdym nawet najdrobniejszym elemencie, czuję w sobie seksualność, potencjał zmian... wtedy nawet najwyższy szczyt jest u moich oczu, moje stopy stąpają po najgłębszym oceanie... czuję się, jakbym była wszędzie w czasoprzestrzeni, jakbym szybowała nad... wszechświatem.

Jest we mnie jakaś przewrotność,

dwoistość,

łagodność

panna mężatka

kobieta po przejściach

w oczekiwaniu,

przy nadziei,

kobieta-calineczka,

kobieta-wulkan,

kobieta-motyl,

kobieta-smok,

kobieta-wiosna...

czasem pałam żądzą,

kiedy indziej obojętna,

to ja,

ni Anna ni Maria, co smutną ma twarz i roześmiane oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz