Grajku przydrożny
co smyczkiem pomykasz to w górę to w dół
rozwieszasz tęsknoty w sopranowym głosie
swe oczęta przymykasz rzęsami na wpół
łaskocząc struny gdy je smerasz włosiem
wirtuozie ulicy
co wydobywasz dźwięki ze strun i z serc
drgań lśniących srebrem mżących złotem
żywicą bursztynu się sypią by po nich biec
tam wysoko do chmur i wracać s powrotem
grajże artysto graj
brzegi łez tęsknoty nutami porozwieszaj
dźwiękami cichszymi niż błogostanu lęk
lekkością piór utęsknioną duszę pocieszaj
wyrywając skrzypicom tkliwością swój jęk
graj mi mój skrzypku graj
brzmieniem opowiadaj o uczuciach i radości
o zakątkach uroczych zwanych ziemski raj
gdzie nie ma biedy smutku i nie ma zazdrości…
***
„Ile pan dostaje, panie grajek
i całą noc, za taki szmal?”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz