
listopad
liść opadł
spadając wirował dostojnie
i padał z uśmiechem
podwajał się echem
tanecznie Cię liściu uwiodę
liść spadał
cofał się
to wkradał
bał się podfrunąć do ręki
więc ujęłam za dłonie
i w szerokim ukłonie
to tango białe w Andrzejki
liść zadrżał
trochę
się uskarżał
że nogi że takt że muzyka
ale zdecydował
po sali kołował
kapela grała na smykach
melodyjnie szepnę
andrzejkowe
takie jedne
smugę palców zostawię na ustach
zapamiętasz ten zapach
kiedy w samym środku lata
w serc komorach zapełni się pustka
z wiatrem liść
tańczy i dziś
pląsają po sali rytmicznie
w objęciach do rana
rozpoznać mam pana
w masce panu prześlicznie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz