Bujne włosy traw
czesze
kwietniowy wiatr
żółte spinki wpina
niesforną grzywkę przycina
kosiarka
strzępi ząbkami
strzyże
jak wytworny fryzjer
lotionem
umacnia kształty
lakier bezbarwny
szalone
włosy na wietrze
takie niesforne
co po policzkach smerają ciągle
oczy
przecież wchodzić nie mogą
wtedy je spinam
w koński ogon…
Bujne włosy traw
Lubię wiersze.
Lubię wiersze. Dziękuję za komentarze, opinie, uwagi i sugestie. Pamiętaj „że podmiot liryczny, czyli peel, nie jest autorem. W świecie literackim nie utożsamia się autora z osobą mówiącą w wierszu, o czym zapominają nie tylko poeci, ale i komentatorzy”, „Stworzone nie jest identyczne z twórcą. Jasne, że jego część jest w dziele. Cząstka, nie on cały.”
uważaj bo się pomylisz!
dziś
prima aprilis
uważaj
bo się pomylisz!
na neta stop
wykręcił korki
tak ciepła woda na spacer wyszła
Cisza
milczącej ciszy zaklęte kręgi
w uszach dzwoni do entej potęgi
ucichły przyjaźni posuwiste kroki
w rozwlekłym kondukcie niosą słów
zwłoki
całą noc, za taki szmal?
Grajku przydrożny
co smyczkiem pomykasz to w górę to w dół
rozwieszasz tęsknoty w sopranowym głosie
swe oczęta przymykasz rzęsami na wpół
łaskocząc struny gdy je smerasz włosiem
wirtuozie ulicy
co wydobywasz dźwięki ze strun i z serc
drgań lśniących srebrem mżących złotem
żywicą bursztynu się sypią by po nich biec
tam wysoko do chmur i wracać s powrotem
grajże artysto graj
brzegi łez tęsknoty nutami porozwieszaj
dźwiękami cichszymi niż błogostanu lęk
lekkością piór utęsknioną duszę pocieszaj
wyrywając skrzypicom tkliwością swój jęk
graj mi mój skrzypku graj
brzmieniem opowiadaj o uczuciach i radości
o zakątkach uroczych zwanych ziemski raj
gdzie nie ma biedy smutku i nie ma zazdrości…
***
„Ile pan dostaje, panie grajek
i całą noc, za taki szmal?”
co plącze serca
W chochlikach myśli
w złotych skierkach
w poświacie nocy w brzasku dnia
wyryta radość na papierkach
co linią melodyczną gna
w palcach drżeniu
w zmarszczkach fal
w odwrocie czasu w żądzy słowa
niech Ci nie będzie nigdy żal
co plącze serca
serca dwa…i serc mowa…
Alina
Tak to jest z tymi myślami
bije się z nimi na wnioski i racje
przegrywam ze struną szarpaną
stoczyły się w przepaść ambicje
kolejna jesień zza okna smera
tylko nadzieja jak bumerang...
Wena ?
Minęłam ją
widziałam jak szła
nie zwróciła na mnie większej uwagi
nawet przyspieszyła kroku
wsiadła w samochód byle jaki
nawet mi nie powiedziała do widzenia
a niby przyjaciółką była
moja Wena
a wierność mi przyrzekała
że nie opuści mnie nigdy
w smutku i radości
zawsze mnie ugości
że zawsze razem
w dni deszczowe i słoneczne
że tylko z Nią będzie bajecznie
ale odjechała
opuściła
i Jej nie ma
więc daję ogłoszenie
może kto widział moją przyjaciółkę
Wenę
niech ją tu zaraz przyprowadzi
na krześle posadzi
a ja z Nią porozmawiam
bo być przyjacielem to wielka sprawa
przecie wiesz że bez Niej jak bez ręki
i jak mam układać nowe piosenki
nagle prysły
najlepsze pomysły
jak ją poznać chyba wiecie
poinformujcie
gdy odnajdziecie…
złapałam zajączysko…ale nie przytuliłam…
Wyrwana z serca Czarownicy
melodia pomaga…
chociaż dzisiaj byłam łamaga…
bo ślisko…
i złapałam zajączysko
ale nie przytuliłam
był sprytniejszy
mimo…że mniejszy:)
czko…z Tikiem…
Oczko z okiem się spotkało
tak nierówno tak mrugało
z przymrużeniem
jakiś zez
co jest prawdą
czy już wiesz
a ja nie wiem
chcąc je spotkać po raz drugi
się zacięło
na czas długi
jakby tego było mało
też w rajstopach tak leciało
i w pierścionku
z pawim oczkiem
świeci
pływa
w oczku wodnym
ryba w sieci
w talii kart
oczek tyle
jakiś żart
zwyczaje
kolej moja
ja rozdaje
hebanowa dama z królem
jeszcze z Tikiem oczek siedem
gra z waletem
oczko w górę
jest
21
może lepiej układać Pasjanse
i nie rzucać życiem o stół
machniom ?
wygrana pół na pół…?
minus dwanaście
Chodnik przykryty białym dywanem
myśli jak drzewa zamarzły w bezruchu
minus dwanaście o szóstej nad ranem
chrzęst pod nogami melodyjnie w uchu
niesamowicie piękny zimowy poranek
dzisiaj tyle białego puchu napadało…
stoję w miejscu co zwie się przystanek
ileż ciekawych ludzi wsiadło wysiadało
wiatr mroźną myślą gna przez miasto
od czubka głowy aż po same pięty
by cieplej było… układam je ciasno
na światłach życia prostuję zakręty
darmowe podmiejskie to nie fantazja
iskrząca szadź zawieszona na płotach
stuknąć w klawisze doskonała okazja
przypomnieć o upadkach i wzlotach…
365 dni
Brawurowym krokiem wszedł
przywitał się buziakiem
Rozsiadł się na tronie wnet
26
jego znakiem
niezrozumiale do ucha szepnął coś
czyżby nowe pomysły zamiary plany
oby miał ambitniejsze
ten Nowy Ktoś
za najlepszy był uznany…
wtedy pukaj do moich drzwi
i dostarczaj energii na 365 dni…
Niech dzisiaj roztańczą się serca
Niech dzisiaj roztańczą się serca
i płyną falami Dunaju
niech dusza nie skopi dziś miejsca
noworoczne życzenia w zwyczaju
Niech uśmiech na ustach zdwojony
w serpentyny się wplącze
niech głos ożywi melodyjne tony
i uruchomi telełącze
Niech nie braknie Ci animuszu
niech szampan nabierze mocy
zabłyśnie
magiczna
bez retuszu
w objęciach sylwestrowej nocy…
zaczynam odliczać…
dziesięć…dziewięć…dwa…
tu buziaki…
po falbany koral jędrny…
wyszłam
nocą ciemną jak atrament
po kolczyki złotych planet
po gwiazdeczki
na sukienki
co wpadały wprost do ręki
po cekiny te błyszczące
w chuście nieba się iskrzące
po orbicie szłam daleko
po księżyca łuny echo
po trzewiczki atłasowe
po chmur gęstych warstw koronę
po komety warkocz świetlny
po falbany koral jędrny
po ranną rosę o świcie
po nici nocne
co szyją życiem
uszyję
ubiorę
przejrzę się w lustra wodzie
ooo?
ulegam współczesnej modzie…
głami kłująca…żywicą pachnąca
Może masz trochę czasu
i przyniesiesz mi z lasu
choinkę
taką żywą pachnącą
jak brodą
szpilkami kolącą
a na każdej szpileczce
zawieś Twojego zapachu więcej i więcej
na choinki szczycie
umieść cieplutkie uczucie
i zaczarowane słowa porozwieszaj
śniegowe gwiazdeczki tu
i tam poumieszczaj
zamiast bombek
miłości srebrne drżące perełki
księżyc nadziei niech będzie ogromny
wielki
na dolnej zielonej gałązce
przypnij
swoje serduszko płonące
drzewko niech będzie przyozdobione
złotymi gwiazdkami z nieba
takiej choinki mi właśnie potrzeba…
świerk niech otuli wiatrem grana kolęda
wtedy będą najprawdziwsze
Święta…
Świąteczny nastrój
Świąteczny nastrój ze snu się zbudził
dotyka wsie miasta sklepy
i serca ludzi
gdy zmierzch zapada a niebo szarzeje
lampkami oświetlone parkowe aleje
a spacer nimi to sama przyjemność
czas przedświąteczny
to taka odmienność
w zakupach
w upominkach
w myśleniu
każdy rozmawia o bliskim narodzeniu
mienią się smukłe świerki zielenią aksamitów
dzwonki bombki łańcuchy
przeróżnych kolorów
świąteczną atmosferę garściami się znosi
biednemu daję na szczęście
srebrnozłoty grosik
niech porządki świąteczne nikogo nie złoszczą
przytulnie tak będzie spotkać się z miłością…
Rozsiadła się
Tak cicho rozsiadła się lampa na blacie
mrugając duma
w niebieskiej poświacie
czy zima pobiegnie wiosennymi ścieżkami
czy powieje chmurką i rzuci śnieżkami
czy się z wiosną witać będzie świątecznie
jakim obrusem przykryje ostatecznie
igły zielone oblecze w łańcuchów ogony
ustami wymówi niech będzie spełniony
nie jest osamotniona w swym rozmyślaniu
towarzyszę jej pakując kosz liści
ku wysłaniu
by radości nie było końca
dialog
- Kurczak kurka?...znów te piórka...ale najlepsza poducha puchowa...taka właśnie domowa:)
jak zwykle nie masz czasu...kurko....
- Bo kurka jest pracowita...myśli zbiera...ziarnka chwyta i też przeplata...tak w środku upalnego lata...
- A kurczakowi ziarenek nie sypią...bo wypatruje hebanowych ....ślipiąt....
- O kurczę...czyżby bardzo głody kurczak?:) heba nowych ślipiów masz tu dookoła...jedz do woli...ile zdołasz:))) i ode mnie masz ziarenko*
- Oj oj kurka przyniosła Kurczakowi ziarenko...a sam...a...a głodna, bo literki w karmieniu pozjadała:-))))
Śmiech to zdrowie...kto to powie...
spójrz do lustra...krzywe usta...
i tak sobie powiem skrycie...
uśmiech w lustrze twoim życiem...
Tyle chwil ciepłych
Scenariusz bogaty
wyposażony we wspomnienia
i kwiaty
w dłoni uściski
daleki świat
a dla mnie serdeczny
i taki bliski
z początkiem jesieni…bądź…
Jesień w kolorach wesoła
liście czerwone jak miłość
dojrzała
upragniona
popielate kolory chmur na niebie
a ja szukam Ciebie
ubrałam Cię we wzory
jesienne kolory
i listy tak uroczyście piszę
do Ciebie
tak ponadczasowo
tak myślę o Tobie kolorowo
jesienny mój panie
gdzież słowa jak skarby
w uśmiechach dalekich z płochliwością sarny
w miarowym lekkim oddechu – uniesieniu
pomalowanym wzorem – roztargnieniu
szukam Ciebie w listowiu
szukam Ciebie w jesieni
w bezmiarze zapachów
w płatkach jesiennych kwiatów
babiego lata nić ciągnie w stronę świata
Twoich ust
oczu…
szukam w blasku ostatnich dni lata
gdzie się ukryłeś
zagrzebałeś
przecież z początkiem jesieni
tu przyjść musiałeś…
nick
nikt…
liście jak listy
Czytam listy
w kształcie serc
liście
by po nich biec
kolorami brązu i żółci oczywiście
że mgliście
że jesień pełną gębą donosisz
by wichury nie łamały prosisz
każdy list inny kolor przybiera
w czerwieni są ukryte marzenia
złocieniem się śmiejesz
kolorem
zielonym wiara
w kropelkach mgły
bursztynowym wzorem
jesienna nostalgia choć pasma miodowe
w dżdżystej zadumie
uniesienia nowe
z wiatrem unoszą się w górę to w dół
tu słowo rozerwane
a tu tylko pół
w domysłach drżąc słowa szeleszczą
oczy moje pieszczą słowem
przemijanie
Jesień
Jak nie kochać jesieni
jej lata babiego
liści z wiatrem
tańczących
w rytm deszczu drobnego
jak nie kochać kolorów
purpurowych
żółtych i złotych
porannej mgły co tuli serca
w ramionach tęsknoty
jak nie kochać szarugi
zatroskanej deszczem
i bieli chryzantem
i tych
co piszą wiersze…?
Czuje...że się buntuje
No kto mi iść dziś każe
do fryzjera
by włosy skrócić do skóry niemal
wpiąć dwa kolczyki w lewe kolano
i uspakajać rejwach za ścianą
śmieci wyrzucić
okna otwierać
zamykać drzwi
no kto mi to każe
Ty?
może Ty?
a kiedy braknie dokupić chleba
w biedzie wyciągać ręce do nieba
dmuchać na wrzątek
witam
powiedzieć tak na początek
chuchać na zimne
buty zakładać
z drugim człowiekiem życie układać
dzielić na dwoje
no i po łapach brać jak za swoje
ciągle powtarzać że kocham szczerze
czy udowadniać wierzę nie wierzę
grzecznie wyrażać się też przy dziecku
poranną kawę pić po turecku
rozsądnie biegać za letnią modą
nie opowiadać kawałów z brodą
jeździć na oklep na białym koniu
nie pić gorzały
palić tytoniu
nie grać w pokera
czy pić zimnego
no kto mi każe
kto i dlaczego?
Promieniem
Kilka pociągnięć promieniem słonecznym
namaluję realnie Twój obraz bajeczny
zwiewne barwy Ci nanoszę
smyram muskam
tęczą po nosie
zaokrąglam łuki brwiowe
czernią diamentu dotykam
gotowe
nagłymi smagnięciami rozrzucam dwie gwiazdy
to Twoje oczy
dostrzeże je każdy
dodaję wody krynicznej
przejrzeć się można
udały mi się
śliczne
a teraz parasol rzęs
co faluje wachlarzem
każde mrugnięcie
dyryguje malarzem
więc
makowym płatkiem maluję Twe usta
dodam blasku księżyca
szczyptę aromatu dojrzałych czereśni
uśmiechem rozweselam
niech gości
niech pieści…
we włosy wplatam
zapach upalnego lata
woń rozpylonych ziół i siana
pachnie łąka włosów
kwiatami przybrana
tu rozrzucę migających gwiazd całe niebo
utrwalę
spryskam deszczem
wspaniale
jeszcze
delikatnie ożywię kontury
teraz powieszę w pokoju…
tylko nie wiem…w którym ?
Spadam
z bolesnym hukiem na płaszczyznę
połamanej rzeczywistości
lewitując w niemożności
złudnych marzeń, staczam się
w przepaść bez dna
bo poczerniałe myśli
odebrały mi wolę walki…
W karłowatą noc
umysł przykryłam baldachimem rzęs
połykając rząd literek
zamieniając je w milczenie
zagłuszające oddech…
Odgarniasz włosy z mojej twarzy?…
Myśl
Czasami myśl staje się modlitwą,
westchnienie - wspomnieniem...
Dla tych,
o których nie pamiętam,
za tych,
o których nie wiem.
Nutką złotą
Jestem wielką ciszą…która trwa dookoła
dźwięcznym głosem…który szeptem krzyczy i woła
szeptem…
który wplatał się w Twoje myśli
i słowem ciepłym…które dziś Ci się przyśni
oddechem…
który czujesz blisko ucha
pisanym wyrazem…
który czytasz i słuchasz
oczami…
które biegną za Tobą spojrzeniem
muzyką…
której nie odpowiadasz milczeniem
tęsknotą
co do Ciebie biegnie nutką złotą
Twoim sumieniem
jestem…
a może mnie nie ma…
tak dusza śpiewa
śpiewa
czułości...z kopruchem
prawdziwą miłość okazuje
tu ukłuje
tam ukłuje
blisko twarzy blisko ucha
siadł na szyi ten psiajucha
ja Go prądem
ja Go sprajem
a on siadł na ustach
czułości wyznaje
tu malinka
tu maaalinka
swędzi piecze
krzywa mina
może Go na litość wezmę czułymi słowami
nie kłuj mnie więcej
bo boli i szkodzi na serce
pomysłowa dyskretna bariera
z muślinu delikatna moskitiera
niby to takie małe niby takie nic
a cała czerwona nie tylko żyć
gdy moich próśb nie słucha....
myśli w kubeł…usta w supeł….
Nasiąkanie żartem wytrąca powagę
z powagą odchodzi wiarygodność
jęzorem wrzucone słowa na wagę
w nieograniczoną żartów płodność
co na języku ciąży
ze śliną spłynie
czy z buntem spadnie w geście veta
w kompleksy wpadnie
ubieli w młynie
zawiśnie w próżni
zuchwała podnieta
o wystający język potknąć się można
są kolczyki
na języki
najpierw grzechocze a potem kąsa
wpiąć kolczyki
spiąć języki
myśli w kubeł
usta w supeł
do wora co ślina na język
szczelnie płotem zębów
by nie łopatą
klaskanie w mlask
fizyk w ryzyk
niedorzecznie przez całe lato
językiem powoli filetuję czereśnie
twarde krągłości między palce
na żart
na powagę
czy czas czy za wcześnie
pstryk w oko…! kląsknęło walcem…
BURZA
Burzowe chmury
horyzont zygzakami
napina myśli…
za błyskiem błyska
grzmot za grzmotem wielki huk
boję się brak nóg…
trzaska o szyby
lipcowy mróz w granulkach
jak w serce kulka…






